piątek, 14 sierpnia 2026

Odzyskiwanie pamięci. O rodzinie Zenglów z Nowego Sącza

Tegoroczne wakacje w mieście mojej Babci to zachwycanie się jego łagodnym, kameralnym urokiem, jego bezpretensjonalną polskością, przestrzenią, architekturą, przebogatym, wielokulturowym dziedzictwem. I jest jeszcze coś więcej. 

Tegoroczne wakacje w mieście mojej Babci to wielkie odzyskiwanie prywatnej relacji z przeszłością. Odzyskiwanie pamięci, która do tej pory była, ale tylko podskórnie. Wczoraj, 13 sierpnia 2026 r. minęło 38 lat od śmierci Matyldy, mojej Prababci. Jej córka, Alicja, nazywana Lalą, była moją Babcią. Matylda, urodzona w roku 1906, po mężu – Kukla, była „Cenglówna z domu”, była piątym z dziewięciorga dzieci Józefa Zengla i jego żony Ludwiki, z domu Świteńko. Myślę o Matyldzie „Cenglównie”, ale też o pierwszym z rodzeństwa Zenglów, o Antonim Zenglu, urodzonym w roku 1894, którego rocznica śmierci już za 11 dni. Antoni umiera (należałoby właściwie powiedzieć – zostaje zamordowany) w Auschwitz 25 sierpnia 1941 r., kiedy Matylda ma 35 lat i dwoje dzieci – córkę – Lalę , moją Babcię, urodzoną w 1929 r. i syna Jana – Nynka, urodzonego w 1931 r. W roku 1944 Matylda urodzi swojego drugiego syna, któremu nada imię: Antoni. Na co dzień będą mówić o nim: Tosiek. Miałam pisać o milczeniu Matyldy, bo nigdy o swoim najstarszym bracie – Antonim Zenglu, zwanym Tonkiem – nie rozmawiała ze swoją wnuczką, czyli z moją Mamą, a moja Babcia nie rozmawiała o nim nigdy ze mną. Ale może właśnie bardzo się pomyliłam. Może imię dla najmłodszego syna – było jedynym właściwym słowem, jakie Matylda mogła/chciała wypowiedzieć? 

W czasie, gdy przyjdzie na świat Wujek Tosiek, syn Matyldy, to więźniem Auschwitz będzie już od ponad roku kolejny z braci Matyldy – ślusarz z Warsztatów Kolejowych, Eugeniusz, Gienek. W lutym 1943 r. trafił do więzienia w Tarnowie, a z początkiem sierpnia został przewieziony do Oświęcimia, do obozu. Rok później, 19 sierpnia 1944 r. urodzi się Antoni Kukla. 4 grudnia ‘44 r. Tosiek będzie miał już prawie 4 miesiące, a Gienka Zengla będą ładowali do wagonu i wywozili z Auschwitz do Mauthausen. Kiedy Gienek umrze w Gusen, 23 kwietnia 1945 r. – Tosiek będzie już mieć 8 miesięcy i 4 dni. Eugeniusz Zengel to rocznik 1902. Jeśli odwołać się do wieku, jest najmłodszym z trzech starszych braci Matyldy. Bo jest jeszcze Michał Zengel – to drugi brat Matyldy, urodzony w roku 1900. Też oczywiście związany z Warsztatami Kolejowymi i wielkim węzłem kolejowym – dziś podzielibyśmy; „hubem”, jakim stał się Nowy Sącz w ostatniej ćwierci XIX stulecia. 

Podczas kampanii wrześniowej, zgodnie z rozkazem, kolejarze i pracownicy Warsztatów Kolejowych zostali zmobilizowani. Michał Zengel, wspólnie z mężem Matyldy, Mieczysławem Kuklą, i pewnie innymi pracownikami Warsztatów wyruszyli na «przedmoście rumuńskie», gdzie miały koncentrować się polskie siły przygotowujące się do dalszej walki z Niemcami. Nie przewidziano jednak, że Rzeczpospolitą zaatakuje nie tylko Rzesza, ale i Sowiety. W Stanisławowie Michała i Mieczysława zatrzymują czerwonoarmiści. Zamykają ich w stodole. Czy jest już po 17 września? Na szczęście żołnierze Kraju Rad zabierają im zegarki. Kiedy zaczynają się o nie kłócić, uwięzieni wybijają deskę w przeciwległej ścianie stodoły i uciekają. Pod koniec października obdarci, nieogoleni – docierają do Sącza. Michał musi się ukrywać do końca wojny, poszukuje go gestapo. Przeżyje.

Historię o zegarkach i kłótni czerwonoarmistów, która najprawdopodobniej uratowała Michałowi i Mieczysławowi życie, opowiedział mi odzyskany w ubiegłą sobotę, 8 sierpnia, Wujek Rafał Zengel - wnuk Michała i jego żony Stanisławy - Stasi, Staszki, syn Ryszarda, dziecka Michała i Staszki oraz Zdzisławy, którą nowosądecka rodzina nazwała Zdzichą. Mieczysław Kukla, mąż Matyldy, także przeżyje wojnę. Kiedy jego córka, Lala, rozpocznie w roku 1950 studia w Akademii Handlowej w Krakowie (dziś to Uniwersytet Ekonomiczny), Mieczysław porzuci Matyldę i zwiąże się z inną kobietą. Do końca życia nie będzie już ze swoją rodziną utrzymywał kontaktu, choć z synem Antonim będzie się mijał na moście prowadzącym do Warsztatów Kolejowych, do nazywanych już wówczas ZNTK (Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego). Pozostawi po sobie złe wspomnienia. 

Mieczysław będzie się też mijał w pracy z Jerzym Zenglem, synem Antoniego i Marii - z domu Gucwa, choć w dokumentach z KL Auschwitz jej nazwisko jest zapisane „Czucwa”. Nazwisko Marii w takim brzmieniu podaje nie tylko wyszukiwarka Państwowego Muzeum w Auschwitz, ale i potężna monografia Grzegorza Olszewskiego „Więźniowie KL Auschwitz z powiatu nowosądeckiego” z 2012 r. Ta zmiana nazwiska jest ważna – gdyby nazwisko rodowe Marii zostało napisane prawidłowo, być może szybciej dotarłabym do informacji związanych z nią i Antonim, ale o tym za moment. Antoni zginie – jak już pisałam – w 1941 roku. Za 11 dni, 25 sierpnia – wypadnie 85 rocznica jego śmierci. A jednak na tabliczce na grobie, gdzie wymienieni są Antoni i Maria Zenglowie, na nowosądeckim cmentarzu przy ulicy Rejtana – podana jest niewłaściwa data śmierci Tonka – 28 sierpnia 1944 r. Czy ta niewłaściwa data może w jakiś sposób podważać myśl o tym, że imieniem nadanym młodszemu synowi Matylda chciała w jakiś sposób przywołać do siebie i upamiętnić swojego najstarszego brata? Nie uważam tak, ale nie trzeba się ze mną zgadzać. Ciała Antoniego Zengla oczywiście w tym grobie nie ma. Spoczywa tam tylko ciało Marii, jego żony, która umiera 3 czerwca 1946 roku. Umarła w dzień urodzin swojego męża. Antoni – gdyby żył – 3 czerwca ‘46 r. kończyłby 52 lata. Ich dzieci zostają same – niespełna osiemnastoletni Jerzy, urodzony we wrześniu 1927 roku i szesnastoletnia Maria, rówieśniczka Lali, urodzona, jak moja Babcia, w roku 1929. Wujek Tosiek, syn Matyldy, mówił mi, że Jerzym i Marią Zengalmi zaopiekowała się rodzina, ale nie potrafił powiedzieć nic bliższego. Pamiętał natomiast, że Jerzy, który także pracował w Warsztatach Kolejowych, był zapalonym sportowcem i propagatorem wędrówek turystyczno-krajoznawczych w ramach PTTKu. Być może był też przewodnikiem PTTK. Kolejny wątek do sprawdzenia. Jerzy zmarł w 1986 roku, dwa lata wcześniej niż Matylda, jego ciocia. Maria, córka Antoniego i Marii, siostra Jerzego, zmarła w roku 2001. Cztery lata po tym, jak odeszła Lala, moja Babcia, która zmarła dzień po moich 16 urodzinach. 

Niewiadomych, związanych z Antonim i Marią Zenglami, jest więcej. Kwerenda przeprowadzona w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau przyniosła następujące informacje: Tonek „został przywieziony do KL Auschwitz w dniu 25.07.1941 r. transportem z Krakowa. W obozie oznaczony numerem 18744. W dniu 25.08.1941 r. odnotowano jego śmierć. Jako oficjalną przyczynę podano nieżyt jelit przy ropowicy (Darmkatarrah bei Phlegmone)”. Jednak w artykule Józefa Bieńka z „Rocznika Sądeckiego”, tom 9 z 1968 r. oraz dwu późniejszych tekstach tego badacza, poświęconych sądeckim kurierom i siatce przerzutowej, jaka podczas okupacji została na tym terenie zorganizowana, znajdujemy inny niż zapisany w niemieckich dokumentach powód zgonu Tonka w KL Auschwitz. Jest nim rozstrzelanie pod ścianą śmierci. 

Dlaczego Antoni Zengel, brat Matyldy Kukli, mojej Prababci, znalazł się w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym? Wyjaśnienie Wuja Antoniego Kukli, młodszego z synów Matyldy, kiedy już znalazłam w internetowej wyszukiwarce archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Antoniego i Eugeniusza Zenglów, było następujące: „Tonek był zaangażowany w organizowanie ruchu oporu wspólnie z harcerzami w Tarnowie, gdzie - będąc kolejarzem - pracował jako dyżurny ruchu i tam został zatrzymany. Podobnie w ruchu oporu uczestniczył też Eugeniusz Zengel”. Usłyszałyśmy je – zarówno ja, jak i moja Mama, po raz pierwszy w roku 2019, kiedy odwiedzałyśmy Nowy Sącz i chorującego Tośka. Moje poszukiwania przeciągały się, narastał wewnętrzny opór, szereg innych zadań również domagał się realizacji. Obecnie, siedem lat później, dwa lata po śmierci Antoniego Kukli, który odszedł w 2024 roku, znalazłam wreszcie czas na poszukiwanie ścieżek, które zaprowadzą mnie może bliżej węzłów i korzeni mojej Rodziny. 

Dzięki pomocy Pracowników Działu Zbiorów Regionalnych i Zabytkowych Sądeckiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Szujskiego, którym bardzo serdecznie dziękuję, dotarłam do artykułów i opracowań, które pozwoliły mi zbliżyć się do pierwszego z rodzeństwa Zenglów. Materiały zgromadzone w sądeckiej Bibliotece rzuciły światło na powód, dla którego Antoni trafił do Auschwitz. Ale nie tylko. Już samo zaangażowanie/wspieranie przez Tonka ruchu oporu, podobnie jak Eugeniusza, czy postawa ich ojca, a mojego Prapradziadka, Józefa Zengla, który – jak opowiadał Wujek Tosiek - podczas okupacji odmówił podpisania Reichslisty stwierdzając, że urodził się w Polsce i jest Polakiem - budziły we mnie od samego początku ogromny szacunek i podziw. A to, co obecnie wiem o Antonim Zenglu – jeszcze go zwiększa. O tym za moment, zacznijmy od artykułu Józefa Bieńka, w którym zawarte jest inne wyjaśnienie aresztowania Antoniego Zengla, niż to, które przedstawił Wuj Tosiek. A może pomylił Antoniego Zengla z Eugeniuszem? A może w jego pamięci nałożyły się wspomnienia i wątki dotyczące jeszcze innych osób? Pierwsze odpowiedzi przynoszą ze sobą kolejne pytania. Józef Bieniek postać Antoniego Zengla przywołuje w kontekście porucznika Klemensa Konstantego Gucwy, ps. „Góral” oraz „Gazda”, (23.12.1909 - 18.03.1941), komendanta sądeckiego odcinka Wydziału ds. Łączności z Zagranicą Związku Walki Zbrojnej. Na ten moment nie udało mi się ustalić, czy Maria Gucwa, urodzona w roku 1898, żona Antoniego Zengla, była siostrą, czy ciotką Klemensa. Bieniek w artykule z „Rocznika sądeckiego” (wyd. 1968 r.) nazywa Marię siostrą Klemensa (str. 305), natomiast w publikacji pt. „Sądeccy Kurierzy”, wydanej w 1999 r., przy utrzymanej narracji na temat wydarzeń, które doprowadziły do aresztowania Antoniego Zengla jesienią 1940 r., opisuje Marię raz jako ciotkę Klemesa Gucwy (str. 45), a następnie – powraca do określania jej jako siostry (str. 46).

Kwestie pokrewieństwa między Marią a Klemensem być może uda się jeszcze naświetlić. Oddajmy głos Bieńkowi w kluczowej dla nas sprawie. Pisze on, że wywodzący się z chłopsko-kolejarskiej rodziny Klemens Gucwa: „Wychowywał się od wczesnej młodości w Nowym Sączu w domu swej siostry, której mąż Antoni Zengel, kasjer na dworcu PKP, zastąpił Kostkowi (tak wszyscy nazywali Klemensa) ojca, dając mu najbardziej staranne wychowanie i na owe czasy dobrze płatny zawód ślusarza. […] Latem 1940 r. grasujący w Budapeszcie agenci niemieckiego wywiadu zdobyli kilka danych o siatce przerzutowo-kurierskiej 'Górala' wraz z nazwiskiem jej komendanta i miejscem jego zamieszkania. Wkrótce potem sądeckie gestapo otrzymało odpowiednie dane. Ponieważ imię Gucwy nie było gestapo znane, aresztowano pod rząd wszystkich Gucwów z terenu Nowego Sącza, próbując im wmówić tożsamość z 'Góralem'. Oczywiście bez skutecznie. […] A jednak Johann Gorka z Georgiem Wiesnerem [funkcjonariusze gestapo – dop. E.Ch.] zdążyli wpaść na właściwy trop. Jesienią dom Zenglów przy ulicy Zygmuntowskiej 37 dostał się więc pod obstrzał gestapo. Kostka wprawdzie jak zwykle nie było, ale w czasie rewizji znaleziono jego mundur oficerski oraz kilkadziesiąt dyplomów, odznaczeń i nagród za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sportu. 'Gdzie Góral' - szalał Gorka - przewracając dom do 'góry nogami'. Wreszcie odjechał uwożąc aresztowanego za Kostka - Antoniego Zengla. Poczciwy szwagier, przywiązany do Kostka równie gorąco jak do własnych dzieci, choć wiele o jego podziemnej działalności wiedział, mimo okrutnych tortur nie załamał się i nie zdradził sprawy bodaj jednym słówkiem. Wywieziony do Oświęcimia zginął parę miesięcy później, rozstrzelany pod ścianą śmierci. Za przybranego 'syna' i za Polskę” – J. Bieniek, „Między Warszawą a Budapesztem (o Nowym Sączu w latach okupacji)”, w: „Rocznik Sądecki” tom 9, Nowy Sącz 1968, s. 305 – 307. 

Do ustaleń Józefa Bieńka poświęconych Kostkowi Gucwie - odwołuje się także Piotr Kazana w artykule poświęconym tej ważnej dla historii polskiego ruchu oporu postaci. W „Almanachu Sądeckim” z 2017 r. znajdziemy jego artykuł pt. „Klemens Konstanty Gucwa (1909-1941), pseud. 'Góral' i 'Gazda'”, a w nim wzmianki o Marii i Antonim Zenglach. Badacz jednoznacznie określa Marię jako siostrę – nie ciotkę – Kostka, pomija wątek zaangażowania się w jego wychowanie przez męża Marii, Antoniego Zengla i więź łączącą go z Klemensem. Zaangażowanie Antoniego w walkę z okupantem w artykule Piotra Kazanowskiego oznacza ofiarę życia za wychowanka. Jednak bez znajomości łączącej ich relacji ofiara ta przestaje być w pełni zrozumiała. Tym bardziej, że Antoni i Maria mają własne dzieci – Jerzego i Marię. A może obraz relacji Zengla i Gucwy przekazany przez Józefa Bieńka nie był w pełni adekwatny i korekty, jakie wprowadza do niego Piotr Kazanowski są zasadne? Badacz ten odwołuje się do przedwojennego wniosku o odznaczenie Klemensa Gucwy, który wykazał się wielką odwagą ratując tonących, podczas wielkiej powodzi, jaka miała miejsce w lecie 1934 roku. W artykule Szymona Jakubowskiego pt. „Tragiczna powódź 1934 roku”(Serwis „Podkarpacka Historia.pl) pisze: „Już pierwszego dnia powodzi meldunki podawały, że w Nowym Sączu zginęło 26 osób, w Klęczanach 16, w Morawicy 3. Całkowicie zalane zostało wiele miejscowości. Dramatyczne sceny obserwowano w Nowym Sączu, gdzie jedna po drugiej waliły się podmyte przez wodę kamienice, w odmętach tonęli zarówno mieszkańcy jak i śpieszący im na ratunek żołnierze i członkowie formacji ratowniczych. W wielu miejscach przerwana została komunikacja kolejowa. Przestały m.in. kursować pociągi na trasie Rzeszów-Jasło, przerwany został rurociąg gazowy Jasło-Gorlice, woda zalała wiele zakładów przemysłowych” (https://www.podkarpackahistoria.pl/artykul/603,tragiczna-powodz-1934-roku). Klemens Gucwa, czego dowiadujemy się z tekstu Piotra Kazany, by ratować tonących przepłynął wpław zalaną w Nowym Sączu ulicę Gwardyjską, za co w sierpniu 1934 r. otrzymał odznaczenie (P. Kazana, „Klemens Konstanty Gucwa…”, w: „Almanach Sądecki” nr. 3 / 4 (100/101), Nowy Sącz, 2017, s. 59-60). Wniosek dowódcy pułku Klemensa Gucwy, o przyznanie mu odznaczenia, obecnie znajduje się w Centralnym Archiwum Wojskowym. W artykule zamieszczonym w „Almanachu Sądeckim” nie ma przywołanej treści wniosku, więc na ten moment nie sposób się z nią zapoznać. Oprzyjmy się zatem o fragmenty artykułu Piotra Kazany. Pisze on: „Klemens Konstanty Gucwa urodził się 23 grudnia 1909 r. w Nowym Sączu w rodzinie Józefa i Anny z domu Sówka. Ojciec był robotnikiem w Warsztatach Kolejowych w Nowym Sączu, zmarł przedwcześnie, kiedy Klemens był jeszcze dzieckiem. Miał dwoje rodzeństwa, siostrę Marię i młodszego brata Stanisława. Dom rodzinny Gucwów znajdował się przy ul. Zygmuntowskiej 37, w pobliżu kościoła kolejowego. Wczesne dzieciństwo Kostka (tak był nazywany przez najbliższych) przypadło na czas I wojny światowej. Szkołę powszechną ukończył już w niepodległej Polsce. W pamięci rodziny zachował się obraz Kostka jako dobrego i pilnego ucznia. Początkowo swą przyszłość wiązał ze szkolnictwem, chciał zostać nauczycielem. Rozpoczął nawet naukę w Seminarium Nauczycielskim w Tarnowie jednak z powodu braku pieniędzy na kontynuowanie nauki został zmuszony do porzucenia swoich marzeń i rozpoczął trzyletni kurs zawodowy dający uprawnienia mechanika. Po jego ukończeniu w 1927 r. został zatrudniony na Warsztatach Kolejowych w Nowym Sączu. Swoje dalsze plany życiowe związał z wojskiem” (tamże, s. 60). 

Fraza o Klemensie „zmuszonym do porzucenia marzeń” o nauczycielstwie – nasuwa myśl, czy źródłem przymusu był na pewno brak pieniędzy, czy może raczej praktycznie spoglądający na świat szwagier, któremu właśnie w 1927 roku, kiedy 18-letni Kostek kończy kurs zawodowy i rozpoczyna pracę w Warsztatach Kolejowych ma narodzić się pierwsze dziecko? Zwraca także uwagę to, jak bardzo fraza o porzuceniu marzeń odbiega od prawdziwie żołnierskiego, bezalternatywnego stwierdzenia Józefa Bieńka, że mimo, iż Antoni Zengel dał Kostkowi „na owe czasy dobrze płatny zawód ślusarza”, to ten: „[…] miał inne plany: marzył mu się mundur wojskowy i gwiazdki. Nieco bliższe niż na niebie, ale również niełatwe do zdobycia z pozycji ślusarskiego pomocnika. Gdzieś jednak usłyszał modne wówczas powiedzenie, że 'chcieć to móc' no i zaczął 'chcieć', Mocno, uparcie, konsekwentnie. Aż do skutku” – J. Bieniek, „Sądeccy kurierzy”, Nowy Sącz 1999 r., s. 45. Ta wypowiedź nasuwa z kolei pytanie, dlaczego uporu i konsekwencji Kostek nie wykorzystał do zdobycia upragnionego zawodu nauczyciela? Które z ujęć – Bieńka czy Kazanowskiego jest bliższe prawdy? A może ujęcia obydwu badaczy – bardziej niż faktyczny stan rzeczy czy relacje wiążące osoby przybliżane w ich artykułach – oddają ducha czasów, w których zostały sformułowane, ewentualnie perspektywę samów autorów tekstów? 

Sam opis przebiegu aresztowania Tonka Zengla jest u Piotra Kazany analogiczny do relacji z artykułów Józefa Bieńka: „Wiosną 1940 r. na ślad działalności konspiracyjnej Klemensa Gucwy natrafiło sądeckie gestapo. Latem został aresztowany jego brat Stanisław, w którego domu mieściła się jedna z kurierskich melin 'Górala'. Po kilku brutalnych przesłuchaniach wyszedł z aresztu dzięki pomocy Edmunda Hoppe, współpracującego z podziemiem pracownika nowosądeckie gestapo na stanowisku tłumacza. Jesienią dokonano rewizji w domu siostry i szwagra 'Górala', podczas której został odnaleziony jego oficerski mundur, medale i dyplomy za wybitne osiągnięcia sportowe. Gestapo aresztowało Antoniego Zengla, szwagra Klemensa Gucwy, który nie wydał go mimo okrutnego śledztwa. Za swoją niezłomną postawę zapłacił najwyższą cenę. Z więzienia w Nowym Sączu został przewieziony do Tarnowa, skąd 25 lipca 1941 r. trafił do KL Auschwitz, gdzie zmarł 25 sierpnia 1941 r.” – P. Kazana, dz. cyt., s. 65. 

W artykule Piotra Kazany zwraca uwagę jeszcze jeden fakt. Mimo, iż rola Antoniego Zengla jako opiekuna małego Kostka nie jest w jego tekście uwzględniona, to autor zilustrował go m.in. fotografią Tonka, jego żony Marii oraz… dzieci. Podpis, jakim Kazana opatruje zdjęcie pochodzące z jego zbiorów budzi wątpliwości: „Maria Gucwa Zengel i Antoni Zengel z synami”. Antoni i Maria mieli tylko jednego syna, urodzonego w roku 1927 Jerzego i oraz młodszą od niego o dwa lata córkę Marię. Wiele przemawia więc za tym, że na zdjęciu zamieszczonym w „Almanachu Sądeckim” widzimy małżeństwo Zenglów i osieroconych przez śmierć ojca Kostka i jego brata – Sebastiana (ur. 1912) – ok. roku 1918. Wiele przemawia więc za tym, że na zdjęciu zamieszczonym w «Almanachu Sądeckim» widzimy małżeństwo Zenglów i osieroconych przez śmierć ojca Kostka i jego brata Sebastiana (ur. 1912) – ok. roku 1918. Weryfikacja tej hipotezy będzie wymagać jednak dalszych badań i poszukiwań. Podobnie jak próba odpowiedzi na następne,, nasuwające się pytania: czy przez kolejne 10 lat to Maria i Antoni będą dbać o wychowanie obydwu chłopców, czy tylko Kostka? Czy to dlatego ich pierwsze dziecko, Jerzy, urodzi się dopiero w roku ’27, kiedy Kostek będzie już prawie dorosły, mający fach – ślusarski, czy mechanika – w ręku? 

Wątek ostatni. Sprowadzanie antyokupacyjnej działalności Antoniego Zengla do oddania życia za Kostka Gucwę, wyraźne już w artykułach Józefa Bieńka, który – zapewne z najlepszymi intencjami, ale jednak nieco protekcjonalnie – określa Tonka mianem „poczciwego szwagra” (J. Bieniek, „Sądeccy kurierzy”, dz. cyt., s. 48) – wydaje mi się pewnym niedopełnieniem. Skąd takie przeświadczenie? Cały czas mam w pamięci Eugeniusza Zengla, o którego drodze do Mauthausen nic jeszcze nie wiem i ukrywającego się przed gestapo Michała Zengla, a także ich ojca, Józefa Zengla, odrzucającego kuszenie Reichskartą. Moim obowiązkiem, ale i zaszczytem, jako jednej z potomków i spadkobierców rodziny Zenglów, ale też jako obywatelki Polski, za którą Antoni i Eugeniusz oddali życie, jest przywrócić pełną pamięć o nich. 

Dzięki materiałom udostępnionym w Dziale Zbiorów Regionalnych i Zabytkowych Sądeckiej Biblioteki Publicznej im. Józefa Szujskiego wiem już, że działalność Antoniego na rzecz Ojczyzny i najbliższej mu, sądeckiej, kolejarskiej społeczności, nie ograniczyła się do oddania życia za Konstantego Gucwę. 

Z książki Kazimierza Golachowskiego, pt. „Rozwój Spółdzielczości Spożywców w Nowym Sączu”, wydanej w 1958 r., przechowywanej w sądeckiej Bibliotece dowiedziałam się, że to właśnie w mieście mojej Babci, w końcu XIX stulecia powstała „Samopomoc” kolejarzy nowosądeckich – była jedną z pierwszych, rentownych i trwałych stowarzyszeń spółdzielczych w Galicji. Jak pisze Golachowski o nowosądeckiej organizacji: „Zajmuje ona poczesne miejsce w rozwoju polskiej spółdzielczości. Ona zachęciła różnych ludzi w niektórych miastach do zakładania spółdzielni spożywczych. Dla jakich powodów właśnie w tej południowej części naszego miasta umiejscowiła się ta pierwszą spółdzielnia? Były tutaj specjalne warunki. Około roku 1890 powstały w Nowym Sączu duże warsztaty kolejowe, które zgrupowały kilkaset pracowników. Jednakowe zajęcia i zainteresowania, wytworzyły solidarną, zwartą warstwę ludzi, którzy żyli jakby osobnym życiem. Dla nich to władze kolejowe wybudowały cały szereg parterowych i jednopiętrowych budynków mieszkalnych (1892 roku). Z tego powstała t.zw. kolonia kolejowa. Ponieważ od miasta dzieliła ich dość duża przestrzeń, zbudowano dla nich specjalnie nowy kościół i dla ich dzieci nową szkołę. Mając już te udogodnienia wyłącznie dla siebie, zapragnęli mieć także swoje sklepy, by móc zaopatrywać się w potrzebne towary na miejscu a nie chodzić do śródmieścia, co zabierało dużo czasu tym ludziom pracy. Idea spółdzielni widocznie nie była im obca, skoro już 24 kwietnia 1898 r. odbyło się pierwsze walne zebranie organizacyjne członków założycieli tej tak ważnej placówki, która nosiła nazwę 'Stowarzyszenie konsumcyjne kolejarzy ''Samopomoc'' w Nowym Sączu - Spółka zarejestrowana z ograniczoną poręką'". Jak z przytoczonego napisu wynika, nie nazywała się jeszcze spółdzielnią, choć nią w rzeczywistości była” (K. Golachowski, „Rozwój Spółdzielczości Spożywców w Nowym Sączu”, Nowy Sącz 1958, s. 15). Badacz wskazuje, że członkowie-założyciele spółdzielni „pochodzili z organizacji politycznej, która już parę lat przed założeniem 'Samopomocy' istniała” (tamże, s. 18). Była to lewicująca „Siła”, której nazwę zmieniono  na Polską Partię Socjalistyczno-Demokratyczną, a następnie, w roku 1905, na Polską Partię Socjalistyczną (PPS) (tamże, s. 18). To właśnie „Samopomoc” była inicjatorką wybudowania Domu Robotniczego przy ul. Zygmuntowskiej, na obrzeżu Starej Kolonii. Oddajmy głos Romanowi Romańskiemu, współczesnemu świadkowi budowy, którego relację przytacza Golachowski: „Dokumentarna fotografia z 1906 r. przedstawia jak robotnicy Warsztatów PKP po ukończeniu swej pracy zawodowej [a pracowano wówczas od 06.00 do 18.00, 12 godzin – dop. E. Ch.] pracowali wraz ze swoimi dziećmi około wykopów na fundamenta i piwnice pod przyszły dom robotniczy, bez wynagrodzenia. Z tyłu za robotnikami znajdują się stosy starych cegieł, pochodzących z rozbiórki magazynów materiałowych, należących wówczas do tut. Warsztatów. Cegły te, kamienie z piwnic dużych, konstrukcje i belki dachu, po zakupieniu od Dyrekcji Kolei w Krakowie, robotnicy Warsztatów PKP rozebrali i na wozach i wózkach ręcznych zwieźli na plac budowy” (odpis z pamiętników Romana Romańskiego w K. Golachowski, dz. cyt., s. 20-21). W Domu Robotniczym, który w 1908 r. był już na tyle wykończony, że zaczął w nim już funkcjonować sklep, z biegiem czasu zaczęły mieścić się także instytucje społeczno-kulturalne: biblioteka, teatr, siedziba zespołu muzycznego. Znalazła w nim miejsce także restauracja oraz sala, gdzie można było zagrać w bardzo modny wówczas – bilard. 

Ten społeczno-kulturalny i pro-polski wątek działalności „Samopomocy” świetnie ilustruje sposób rozdysponowania nadwyżki finansowej osiągniętej przez spółdzielnię w 1910 roku. Kazimierz Golachowski pisze: „Za rok 1910 osiągnięto nadwyżkę 8.959 koron. Przy podziale tych pieniędzy nie zapomniano o celach społecznych. Nie zapomniano o celach społecznych. Wtedy przeznaczono sto koron na własną muzykę, na fundusz prasowy dziennika 'Naprzód' PPS przeznaczono sto koron, na bibliotekę sto koron. Nie zapomniano o dzieciach na koloniach i dano także sto koron. Dla strajkującej młodzieży na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie przesłano także sto koron” (K. Golachowski, dz. cyt., s. 21). W 1911 r. na cele społeczne: bibliotekę, muzykę, fundusz prasowy, kolonie i uniwersytet ludowy wyasygnowano już kwotę 1400 koron (tamże, s. 22). Czy Antoni Zengel, który w 1906 r., kiedy rozpoczynano budowę Domu Robotniczego, był dwunastoletnim chłopcem, wraz z ojcem Józefem pomagał w przygotowaniu wykopów pod fundamenty albo woził cegły z Warsztatów Kolejowych? Czy są na zdjęciu w książce Kazimierza Golachowskiego? 

Fotografie, na których w książce „Rozwój Spółdzielczości Spożywców w Nowym Sączu” znajdziemy Antoniego Zengla – są dwie. Obydwie wykonane już w wolnej Polsce. Na jednym młody Zengel stoi w ostatnim rzędzie, za członkami-założycielami spółdzielni, przy sklepie spożywczym nr 3. Jeszcze nie wiem, gdzie się znajdował. W Dąbrówce, w Starym Sączu? Na drugim zdjęciu, wykonanym w roku 1929, w roku w którym przychodzi na świat jego córka, Maria, i kiedy w listopadzie rodzi się moja Babcia, Alicja, Antoni pozuje do pamiątkowej fotografii na schodach Domu Robotniczego, flankowany, wraz z pozostałymi osobami, przez eklektyczny portal prowadzący do wejścia tej historyzującej, neogotyckiej budowli, tak pięknie dziś odnowionej. Na tym zdjęciu – jak dowiadujemy się z podpisu - zebrali się członkowie Rady Nadzorczej i Zarządu 'Samopomocy'. 

W roku 1927 Antoni Zengel należał do Rady Nadzorczej kolejarskiej spółdzielni. Wskazuje na to fragment znaleziony w pracy zbiorowej pod kierunkiem Franciszka Kopcia wydanej z inicjatywy "SPOŁEM" Wojewódzkiej Spółdzielni Spożywców i jej nowosądeckiego Oddziału, gdzie czytamy:  „W 1927 r. 'Samopomoc' zmieniła nazwę na 'Spółdzielnię Kolejarzy '''Samopomoc''' w Nowym Sączu'. Ulepszono również organizację wewnętrzną. Zostały wprowadzone kwartalne zebrania in-formacyjne, podczas których zapoznawano członków z osiągnięciami i kłopotami, wysłuchiwano uwag członków. Usprawniono także działalność Rady Nadzorczej, wyłoniono trzy komisje: gospodarczą, rewizyjną i organizacyjną. Zmiany powyższe wpłynęły dodatnio na pracę organów Spółdzielni. Częstsze były kontakty Rady Nadzorczej z Zarządem. Obok dawnych działaczy Rady Nadzorczej - Władysława Barańskiego, Antoniego Zengela, Jana Pudło, Ryszarda Medlarskiego, pojawiają się nowi aktywni jej członkowie”- S. Cieśla, J. Depo, F. Kędziorek, H. Węgrzyn, J. Ziobrzyński, „75 lat w służbie konsumentów, Zarys dziejów nowosądeckiej spółdzielczości spożywców i jej aktualne zadania”, Kraków, 1973, s. 22. Ciekawa jest odmiana nazwiska „Zengel” przez autorów pracy – „Zengela” zamiast: „Zengla”. Ale podobna odmiana jest też w książce Kazimierza Golachowskiego. Więc może obie wersje są właściwe? 

Od Beaty Wierzbickiej, kierownik Działu Historii Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu dowiedziałam się, że wśród dokumentów związanych z funkcjonowaniem „Samopomocy” widziała podpisany przez Antoniego Zengla dokument związany z przekazaniem określonej kwoty pieniężnej na działalność muzyczną. Kolejny wątek – do rozwinięcia. 

W czasie okupacji Antoni Zengel nie jest już w Radzie Nadzorczej, ale – w Zarządzie Spółdzielni.      W książce Kazimierza Golachowskiego znajdujemy zadziwiający fragment dotyczący działań Zarządu, który wskazuje, że walkę z niemieckim okupantem można było prowadzić nie tylko zbrojnie. Przywołajmy odpowiedni fragment: „Nadeszła jeszcze straszniejsza w swych skutkach druga wojna światowa, Groza i wielki terror okupanta zdusiły początkowo wszelkie życie handlowe. Dopiero gdy pierwsze przerażenie minęło, zaczynają powoli wszyscy powracać do pracy. Okupant nie daje zapomnieć o sobie. Wglądnął on także w stosunki Samopomocy. Urzędowanie dla Zarządu było naprawdę denerwujące. Częste odwiedziny gestapo nie bardzo sprzyjały pracy, bo nigdy nie było wiadomym, jak dana wizyta zakończy się, czy aresztowaniem, czy wywiezieniem do obozu. Nikt nie mógł być pewnym swego życia. Mimo tych strasznych warunków Zarząd Spółdzielni nie ustaje w pracy. Naturalnie całą działalność ograniczono tylko do sprzedaży towarów i rozprowadzania przydziałów kartkowych ludności. Zadawalano się niewielkim zyskiem, ale strat nie było. W okresie okupacji zmieniono częściowo statut. Najważniejsza zmiana odnosiła do tego, że teraz członkiem spół dzielni mógł być każdy obywatel polski po ukończeniu 18-go roku życia, jeżeli mieszkał na terenie działalności spółdzielni. Dotąd członkostwo odnosiło się tylko do pracowników kolejowych czynnych, emerytów kolejowych i wdów po pracownikach kolejowych. Ciekawe nieporozumienie powstało między władzami okupacyjnymi a Zarządem Spółdzielni. Okupant źle zrozumiał słowo 'Samopomoc'. Uważał, że jest to prawdopodobnie jakieś stowarzyszenie dobroczynne, które zapewne było subwencjonowane przez władze kolejowe, a więc jako takie musi oddać cały majątek zarządowi kolei wschodniej. Na tej podstawie zabrano majątek 'Samopomocy' i przepisano na własność kolei wschodniej. Tym czynem Zarząd Spółdzielni był zaskoczony. Mimo wszystko postanowił majątek ratować. Zdobył się naprawdę na wielką odwagę, ryzykując wiele, albowiem rozpoczął z władzami niemieckimi formalny proces sądowy. Żaden z adwokatów nowosądeckich nie chciał się podjąć napisania skargi. Musiano szukać z poza miasta. Mimo, że udowodniono na rozprawie sądowej, że cały majątek powstał z udziałów i pracy członków, w pierwszej instancji Sądu Obwodowego w Nowym Sączu proces przegrali. Zarząd jednak nie przeraził się władz niemieckich i postanowił konsekwentnie działać dalej i zrobił odwołanie do władz wyższych w Krakowie. W sądzie niemieckim proces wygrano, majątek został 'Samopomocy' zwrócony, Zarząd święcił tryumf. Był to jedyny wypadek, że majątek pracowników kolejowych uratowano. Członkami Zarządu byli wtedy: Stanisław Zawiła, Wojciech Tyczyński i Antoni Zengel. Po aresztowaniu Zengela pozostało tylko dwóch członków Zarządu” - K. Golachowski, dz. cyt., s. 21. 

Czy Klemens Gucwa wiedział o batalii prowadzonej przez Antoniego Zengla? Jeśli tak, na pewno było to dla niego dodatkową inspiracją do własnej walki. 

Również w drugiej publikacji poświęconej „Samopomocy” znajdujemy informację o tej niezwykłej, sądowej walce z okupantem, jaką podjął Zarząd kolejarskiej spółdzielni z Nowego Sącza. Ten fragment dołączę niebawem. Opowieść o niezwykłych ludziach z Nowego Sącza, odzyskiwanie pamięci – dopiero się dla mnie rozpoczyna. 

Wysokie-Nowy Sącz, 14.08.2026 r.

 

 

                                            Matylda (z domu Zengel) Kukla z małą Alicją.                                                                                         Fotografia ze zbiorów E. Chudyby

 

 

 

 

                                         Maria (z domu Gucwa)  i Antoni Zenglowie z chłopcami.                                                                           Fotografia ze zbiorów P. Kazany.

 
Ilustracja z książki Kazimierza Kazimierza Golachowskiego
pt. „Rozwój Spółdzielczości Spożywców w Nowym Sączu”.