wtorek, 21 stycznia 2020

Do dyskusji o projekcie wnętrza kościoła Przemienia Pańskiego - uzupełnienie

Chciałabym bardziej szczegółowo nawiązać do dwóch kwestii w związku z toczącą się dyskusją,   ponieważ wydaje się, że

1) zasadniczym problemem w zaproponowanym projekcie dla większości z niezadowolonych wiernych  jest modernistyczna pustka, całkowity brak wizerunków, obrazów - ktoś z dyskutujących nawet prosił w komentarzu o przynajmniej jedną ikonę.  Pojawiły się też następujące głosy zwolenników: 
"Kościołów jest tak wiele, że każdy może sobie wybrać, który mu się podoba"
 oraz:  "Nikt nie ma recepty na sacrum"

2) często też powraca pytanie, czy projektujący wnętrze są wierzący - zwolennicy projektu twierdzą, że to nie ma znaczenia

Zatem:
ad. 1) 

Kościół to nie zbiór jednostek, z których każda może mieć swój gust i preferencje - "jak ci się nie podoba wystrój, to idź do innego kościoła". Kościół to WSPÓLNOTA - i liturgia służy WSPÓLNOCIE - osiągnięciu jedności "Boga z ludźmi i ludzi z Bogiem przez Chrystusa w Duchu Świętym" (a także ludzi między sobą - w duchu braterstwa i siostrzeństwa). Gusta mogą być bardzo różne i na razie posiadanie określonych preferencji estetycznych nie rozstrzyga o przynależeniu do Kościoła. Tak jak nie rozstrzygają o tym wykształcenie, status społeczny i materialny. 
W Kościele można BYĆ RAZEM pomimo tych różnic. I bardzo w tym pomocny jest KANON - ustalony przez Tradycję Kościoła, wypracowany przez pokolenia - takich samych jak my, kłócących się, mających różne gusta i opinie ludzi - bo przecież zawsze ludzie się bardzo różnili, ile było dyskusji, kłótni, w końcu schizm. Ale były też Sobory, które pozwalały uporządkować trudności. Pierwszy sobór Nicejski - i wspaniały tekst Credo, który wypowiadamy podczas mszy. Ma ponad półtora tysiąca lat, i w ogóle się nie zestarzał. 

To nieprawda, że "nikt nie ma recepty na sacrum". 

Recepta na chrześcijańskie (sacrum) sanctum zawarta jest w Tradycji Kościoła.  I naprawdę nie chodzi tu o tradycjonalizm - ale o żywą i aktualną ciągłość - Prawda się nie starzeje - Prawda nie przemija. Prawda jest wiecznie aktualna. 

Credo się nie zestarzało. 

KANON ustalony przez Tradycję Kościoła - ugruntowuje jedność i ciągłość wspólnoty. Działa na zasadzie tzw. "integrującego przypomnienia" - to jest właśnie funkcja symboliczna przedstawień - one nie dają nowej informacji, bo wszyscy wiemy, wszyscy znamy, ale jakby pogłębiają, ugruntowują spójność wspólnoty - także w wymiarze transcendentnym. Dlatego nie ma się co dziwić, że wierzący proszą o ikony. Władysław Panas, semiotyk, pisał przy okazji analiz ikony i myśli o. Pawła Florenskiego, prawosławnego teologa, że ikona jest „autokomunikatem”, który nie przekazuje nowej informacji, ale przypomina i powtarza znane. 

Oczywiście, nie jesteśmy prawosławnymi, dla których ikona jest sakramentem, ale pamiętajmy, że do 1054 roku nie było Kościoła Wschodniego i Zachodniego jako osobnych - był jeden Kościół. I schizma nie dotyczyła ikon. 

Ostatni sobór powszechny, II Nicejski, w 787 roku, potępił ikonoklazm i dopuścił kult wizerunków. 
W jednym z pięciu artykułów Dekretu Wiary Siódmego Soboru Powszechnego Ojcowie soborowi pisali: "„Wizerunek Pana naszego Jezusa Chrystusa powinien być otaczany czcią i adoracją tak samo jak księgi świętych ewangelii i figura drogocennego krzyża; podobnie niech będą czczone obrazy Niepokalanej Matki Jego, Bożej Rodzicielki Marii oraz wszystkich świętych i aniołów /.../. Kto zajmuje w tej sprawie inne stanowisko niech będzie odłączony od Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Dokumenty Soborów Powszechnych, t. 2, oprac. A. Baron, H. Pietras, Kraków 2003, s. 55-57.

I jeszcze artykuł trzynasty Dekretu wiary Siódmego Soboru Powszechnego: "Krótko mówiąc, zachowujemy nienaruszoną całą przekazaną nam tradycję Kościoła, zarówno pisaną, jak i niepisaną. Jednym z elementów tej tradycji jest malowanie wizerunków na obrazach, w ten sposób, by obraz był zgodny z przekazem podanym przez Ewangelie, aby te wizerunki potwierdzały, że Słowo Boże naprawdę było człowiekiem, a nie wytworem fantazji, i abyśmy mieli z tego korzyść, utwierdzając się w tej wierze. Albowiem wizerunek i rzecz, którą wyobraża, wskazują na siebie nawzajem i stanowią niedwuznacznie swoje odzwierciedlenie" (Dokumenty Soborów Powszechnych, t. 1, oprac. A. Baron, H. Pietras, Kraków 2002, s. 337). 

Powtórzmy raz jeszcze: 

"(...) by obraz był zgodny z przekazem podanym przez Ewangelie, aby te wizerunki potwierdzały, że Słowo Boże naprawdę było człowiekiem, a nie wytworem fantazji, i abyśmy mieli z tego korzyść, utwierdzając się w tej wierze".
Czyż nie jest to  aktualne? (a ten tekst ma ponad 1200 lat)
Chrześcijaństwo nie jest religią mitów, fantazji, czy indywidualnych przeżyć albo wrażeń - ale dotyczy realności. Realnego Wcielenia. I wizerunek osobowego Boga  - nie abstraktu (jak kropka, czy cień na ścianie nie wiadomo czym będący) jest jego ważnym elementem, tak jak wizerunki: "Niepokalanej Matki Jego, Bożej Rodzicielki Marii oraz wszystkich świętych i aniołów". 


Do kontemplacji wizerunków zachęcał także papież Franciszek - całkiem niedawno, w zeszłą niedzielę (19.01.2020): 

"Zatrzymajmy się na Ewangelii, być może nawet kontemplując ikonę Chrystusa, „Święte Oblicze”, jeden z wielu wspaniałych wizerunków, w które bogata jest historia sztuki na Wschodzie i Zachodzie. Kontemplujmy oczami, a jeszcze bardziej sercem; i dajmy się pouczyć Duchowi Świętemu, który mówi nam we wnętrzu: To On! On jest Synem Bożym, który stał się Barankiem, złożonym w ofierze ze względu na miłość". 
Na koniec tego punktu fragment  tekstu Władysława Panasa "Sztuka jako ikonostas", który komentując kwestię „kanonu” i „normatywizmu” ikony pisał:
„niewątpliwie dochodzimy do momentu trudnego dla refleksji estetycznej. Zwłaszcza dla nas, którzy na wszelkie normatywizmy i regulacje reagujemy alergicznie, widząc w nich zamach na wolność twórczą i wręcz likwidację sztuki. Florenski ma świadomość drażliwości problemu. Warto wydobyć jego stanowisko. Powiada więc, że obecność kanonu (…) jest wyzwoleniem, a nie ograniczeniem. Prawdziwa sztuka nie polega przecież na pogoni za oryginalnością, lecz na dążeniu do obiektywnego piękna, ‘to znaczy do wyrażonej obiektywnie prawdy rzeczy’. Pogląd to zdecydowanie antyformalistyczny. Pościg za czymś nowym, rzekomo własnym, odnawianie chwytów artystycznych, może doraźnie zaskoczy odbiorcę i przedstawi mu się jako wartość, ale nie przybliży ani na krok do wyrażenia niezmiennej istoty rzeczy. Artysta posłuszny kanonowi wyzbywa się ‘małostkowej ambicji’ i nie spędza mu snu z oczu obawa ‘czy jest pierwszym, czy setnym człowiekiem mówiącym o owej prawdzie’. (…) Prawda jest jedna, stąd i sposób jej widzenia może być tylko jeden. (…) Artysta, który posługuje się kanonem (…) ‘wie nieodparcie, że jego twórczość, jeśli jest spontaniczna, nie powtarza twórczości kogoś innego, i nie to go niepokoi, czy jego dzieło zbiega się z cudzym, lecz czy prawdziwe jest jego przedstawienie’. (…) Ucieczka od kanonu wyraża słabość i egoizm i ‘stawia artystę na poziomie niższym od tego, który już osiągnął, na poziomie wcale nie osobowym, lecz zajmowanym przypadkowo i podświadomie’”

O sztuce, która powstaje w służbie liturgii Władysław Panas pisze: „sztuka jest świadectwem. Do właściwości świadczenia należy przede wszystkim zgodność z prawdą. Idealny świadek to świadek przezroczysty, świadek-okno. (…) Sztuka jako okno, przez które widać praobraz, przedstawia się dla
umysłu euklidesowego w postaci paradoksalnej. (…) wypowiedź artystyczna o takich ambicjach, jak ikona, musi być
realnością, którą odbieramy dwoiście. Jak święty, świątynia, czy ikonostas". 

 W sztuce formowanej na zasadach ikonostasu, nie chodzi o ekspresję artystycznego „ja”, ale – jak pisze Władysław Panas – o przekroczenie siebie w kierunku Boga ( i też ważne jest, jak my Tego Boga rozumiemy - tu ogromne zadanie formacyjne Kościoła) ,  dlatego.... 

ad. 2)  ...ma znaczenie, czy projektant jest osobą wierzącą - bo projekt nie zamyka się w wymiarze estetycznym, ale odnosi do transcendencji - więc "sensus fidei" jest bardzo istotny.  Pisał o tym Jospeh Ratzinger (Benedykt XVI) w książce "Duch liturgii”: „Z izolowanej subiektywności nie powstanie żadna sztuka sakralna, albowiem ta zakłada raczej podmiot uformowany wewnętrznie przez Kościół i otwarty na 'my'. Tylko w ten sposób sztuka może uwidaczniać wspólną wiarę i przemawiać do wierzącego serca. Wolność sztuki, która musi istnieć także w obszarze sztuki sakralnej, nie jest równoznaczna z dowolnością”. 

Ps. aby zebrać cały materiał w jednym miejscu, dołączam tłumaczenie fragmentu wstępu do książki „Von der Romantik zur ästhetischen Religion” (red. L. Kaiser, M. Ley, Wilhelm Fink Verlag, Bonn 2004, s. 7-8.). Na publikację składają się artykuły zebrane po sympozjum poświęconym relacji artystycznej awangardy i ruchów totalitarnych w latach 20. XX wieku, które odbyło się w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu w 2003 roku. 
Modernizm i awangarda lat 20. XX wieku to nie jest Baranek Boży.

Tłumaczenie moje, więc proszę o wyrozumiałość.

„Koncepcje zniszczenia (właściwe) modernie i stworzenia oznaczają jednak powrót gnostyckiej idei zbawienia w nowoczesnej szacie. Bez znajomości tej teologii zbawienia romantycznych myślicieli i artystów nie sposób będzie rozumieć motywów/wątków (właściwych) awangardzie. Gnoza, teozofia i okultyzm stoją tak samo na początku nowoczesnej sztuki jak nacjonalizm, anarchizm, idee wczesnych socjalistów, a także komunizm. Drogowskazem dla sztuki awangardowej jest z pewnością Ryszard Wagner, który pod wrażeniem rewolucji z 1848 roku napisał następujące wiersze/linie/frazy:

"Niech będzie zniszczone wszystko, co was gnębi i sprawia ból... Ponieważ ja jestem Rewolucją, ja jestem wiecznie kreujące Życie, ja jestem jedynym bóstwem, które zna wszelką istotę, które wszystko, co istnieje, obejmuje, ożywia i uszczęśliwia!". Ta wagnerowska pycha jest jednakże właściwa również sztuce nowoczesnej, która stawia siebie i "nowego człowieka" na miejscu Boga. Romantyczne zmaganie się z problematyką mitu w pełni wyrasta we wrogi rozumowi irracjonalizm, gdy gnostyckie struktury myślenia i apokaliptyczne fantazje artystów, jak również przywódców politycznych i ideologów, o zbawieniu/odkupieniu, wciągają je w swój tor. Antykapitalizm, odrzucenie „tępego/prostackiego materializmu” burżuazyjnego społeczeństwa i rasistowski antyjudaizm w tym intelektualnym środowisku przenikały się. Nie cywilizowanie kruchej społecznej tożsamości, lecz przezwyciężenie "starych" ludzi przez tych "wyższego rodzaju" stanowiło cel tego ruchu, który jednakże doprowadził do obozów koncentracyjnych, a punkt kulminacyjny osiągnął w apokaliptycznym masowym mordzie. W tym wplątaniu/uwikłaniu nowoczesnej sztuki w ruchy totalitarne nie chodzi tylko o wzięcie sztuki na służbę przez politykę ani o zwykły oportunizm artysty. Za totalnym zabsolutyzowaniem „ekspresji” i „czystej formy” stoi strukturalna i treściowa/ideowa zgodność artystów z totalitaryzmem i radykalnymi religiami lat 20. XX wieku”.

 Cała książka dostępna pod tym linkiem:



PS. 2 (sobota, 25 stycznia, godz. 11.00:)
Właściwie nasza dyskusja dobiega już końca. W opublikowanym w piątek (24.01.20) wywiadzie w Dzienniku Zachodnim (rozmawiała: Anna Dudzińska)

https://plus.dziennikzachodni.pl/spor-o-kosciol-dominikanow-w-katowicach-rozmowa-z-architektami-i-o-golonka/ar/c1-14735530

o. Tomasz Golonka, przeor katowickich dominikanów powiedział:

"Dzisiaj różnimy się w różnych obszarach życia i wszystko zależy od tego, czy chcemy tego spotkania. Jeśli założymy, że nie chcemy przychodzić w miejsce, które tak wygląda - no to się nie spotkamy. Jeśli będziemy sobie tłumaczyć i rozmawiać, to jedni z dosytem, a inni z niedosytem, ale... odnajdziemy się w jednym miejscu".

Ponieważ o. Golonka stwierdził także: 

"W tym projekcie nie ma złota, figur, elementów kolorystycznych, obrazów, ale według wstępu do Mszału Rzymskiego, dokumentu, w którym opisano między innymi, jak komponować przestrzenie sakralne, wszystko się zgadza. To, co jest potrzebne w kościele, znalazło się w tym projekcie".

 ponieważ i tak byłam w piątek w Bibliotece Śląskiej, zamówiłam do Czytelni Mszał Rzymski






- w rozdziale piątym, zatytułowanym "Urządzenie i wystrój Kościoła do sprawowania Eucharystii" jest punkt XI   "Obrazy umieszczone w kościele jako przedmiot czci wiernych" czytamy:

"Zgodnie ze starą tradycją Kościoła obrazy Chrystusa Pana, Najświętszej Maryi Panny i Świętych słusznie umieszcza się w kościołach, by wierni mogli im oddawać cześć. Wystrzegać się jednak należy zbyt wielkiej ilości obrazów, a ich rozmieszczenie winno być takie, by nie odwracały uwagi od samej akcji liturgicznej. Nie powinno być więcej wizerunków tego samego świętego niż jeden. W ogóle urządzenie kościoła i jego ozdoby, a zwłaszcza obrazy,  powinny sprzyjać rozbudzaniu pobożności całej wspólnoty wiernych".

      

W Mszale nie ma nic o usuwaniu obrazów. Jeżeli uda mi się dotrzeć na poniedziałkowe spotkanie  - zapytam o to.

W przywołanym piątkowym wywiadzie architekt Wojciech Małecki powiedział:

"Moim zdaniem, ta oszczędna przestrzeń pozostawia miejsce na pojawienia się Boga. To, co zaproponowaliśmy, daje możliwość poszukiwań własnej z nim relacji. W chrześcijaństwie chodzi o osobową relację każdego człowieka z Bogiem, każdy ma własną drogę i każdemu trzeba zostawić prawo do oceny".

W wywiadzie ani razu nie pada słowo "wspólnota" - a przecież to wspólnocie, a nie zbiorowi indywidualnych jednostek - ma służyć liturgia. Religia rzymskokatolicka to religia wspólnoty opartej na miłości - do Boga i do siebie nawzajem, a nie takiej, w której przedstawiciel pewnej grupy deklaruje: "Niektórzy uważają, że tam nic nie ma. Według nas tam jest wszystko, czego potrzebuje wierzący".

Nie bez przyczyny modernizm wiąże się z totalitaryzmem. Nie bez przyczyny.

 




sobota, 18 stycznia 2020

Pan Jezus nie urodził się w labolatorium

W związku z toczącą się dyskusją nad projektem rewitalizacji wnętrza kościoła Przemienia Pańskiego w Katowicach  zamieszczam wyjaśnienie, dlaczego uważam, że projekt ten - w przeciwieństwie do pierwszego zaprezentowanego - NIE jest udany.



Więcej zdjęć:

https://dziennikzachodni.pl/katowice-awantura-o-wystroj-kosciola-ascetyczne-do-bolu-wnetrze-kosciola-dominikanow-przy-sokolskiej-nie-podoba-sie-wiernym/ga/c9-14715608/zd/41324768

Problem z modernizmem i ruchem nowoczesnym w architekturze wiąże się z ekspresją architektoniczną tych realizacji, w których wyraża się i wciela ideologia i afirmacja świeckości. Na nieadekwatność modernizmu jako stylu architektonicznego w zastosowaniu do kościołów rzymskokatolickich zwraca uwagę Cezary Wąs w "Antynomiach współczesnej architektury sakralnej": „ (…) pogląd, że  'modernizm w architekturze jest zasadniczo asymboliczny' jest tezą nie do utrzymania. W modernistycznej architekturze sakralnej zawierał się symbolizm, ale istotnie sprzeczny z tradycyjnym symbolizmem, wyrażający natomiast treści właściwe dla modernizmu rozumianego jako ideologia świeckości, rozumności i kultu techniki. Mimo tej sytuacji uważano modernizm za odpowiedni dla architektury sakralnej. (…). Zamiast myślenia sub specie aeternitatis, należało dążyć do bycia 'dziecięciem wieku'. Architektoniczna symbolika, jaka za tym podążała, ewoluowała od symbolizowania świata wieczności do symbolizowania świata teraźniejszości”. Stąd właśnie kościoły przypominające wyglądem hale dworcowe, fabryki czy wieże chłodnicze. A więc świątynie podobne do wszystkiego, tylko nie do samych siebie. Nowoczesność istotowo jest antychrześcijańska - chociaż sama nowoczesność neguje oczywiście pojęcie „istoty”, i zbliżone do niej pojęcia takie jak „natura” i „osoba” – stąd „ideologia gender”, która głosi, że kobiecość i męskość są tylko wytworem kulturowym, a więc – kwestią wyboru, a nie natury. A tak nie jest. Bo gdyby płeć była kwestią wyboru, to dlaczego osoby transseksualne tak rozpaczliwie pragną zmienić płeć, bo czują, że są w niewłaściwym ciele i chcą być „sobą”?) Zauważmy, jak się to wszystko wiąże – dowolnie wybieramy style architektoniczne budując świątynie, nie zastanawiając się, skąd się one wzięły, wmawiamy sobie, że dowolnie możemy zmieniać płeć – wszystko – styl życia, bycia, staje się kwestią wyboru. A nie jest. Uwiodła nas kultura indywidualizmu – która definiuje bycie sobą poprzez wybór. A to nie jedyna możliwa definicja. Polecam książkę socjolog Małgorzaty Jacyno „Kultura indywidualizmu” – tam wszystko jest opisane). Wracając do meritum - architektura modernistyczna czyli architektura ruchu nowoczesnego - najbliższymi korzeniami tkwi w Wielkiej Awangardzie - o dalszych, związanych m.in. z Reformacją, Rewolucją Francuską i Oświeceniem nie będę wspominać, ale można poczytać Habermasa ("Filozoficzny dyskurs nowoczesności"). Modernizm - uogólniając i upraszczając oczywiście - jest w swojej istocie antychrześcijański i antykatolicki, co więcej - istotowo związany z totalitaryzmem i gnozą.
I aby było jasne - ani "historyzm obleczony w szaty obrony wiary" (czyli tradycjonalizm, którego najdramatyczniejszym przykładem jest Licheń), ani "silenie się na nowoczesność" - nie są właściwym rozwiązaniem w przypadku budownictwa kościelnego. Ale istnieje trzecia droga. Nauczył nas tego śp. Stanisław Niemczyk (tylko nie nazywajcie go "śląskim Gaudim").
I dziwię się dominikanom jeszcze bardziej, bo przecież to u Dominikanie Służew jest świetna kaplica zaprojektowana przez śp. Stanisława Niemczyka. Jego realizacje to dowód, że modernizm nie jest jedyną alternatywą wobec sacro-kiczu. 













Kaplica pw.  Matki Bożej Różańcowej w kościele pw. św. Dominika, Warszawa – Służew,  fot. E. Chudyba


Na ten argument dominikanin, ojciec Piotr Oleś odpowiedział:
„twórczość Stanisława Niemczyka jest ikoniczna i nikt nie poddaje tego w wątpliwość, ale chyba oboje się zgodzimy, że to totalnie inny nurt, tymczasem ja poruszyłem w swojej wypowiedzi kwestię minimalizmu w architekturze. Możemy się poszczycić wieloma dobrymi współczesnymi projektami, skoro jesteśmy przy Służewie, to wystarczy przywołać tu osobę Władysława Pieńkowskiego - czy brutalizmowi również odmówimy sacrum? Nie zgodzę się również ze stwierdzeniem o asakralności modernizmu. By nie szukać daleko - czy sądzi Pani, że zabrzański kościół św. Józefa Dominikusa Böhma, łamiący konwencję w 1931 r (sic!) jest pozbawiony sacrum?! Mało gdzie można go doświadczyć równie silnie co i tam - co więcej symboliczność tej architektury aż bije po oczach...”.

Wyjaśniam zatem:

1) Tak – co do brutalizmu również mam wątpliwości - chociaż może lepiej powiedzieć - odmówiłabym mu nie tyle sacrum, co chrześcijańskiego sanctum, bo mroczne sacrum w brutalizmie jest. Ale nie o takie sacrum, i nie o taki symbolizm w chrześcijaństwie idzie. Sacrum może być różne. Jest przecież także sacrum pogańskie, niechrześcijańskie. Józef Tischner rozróżniał pomiędzy sacrum a chrześcijańskim sanctum: "Przy bliższej analizie okazuje się że sacrum może być zarówno dobre jak i złe. Demon też jest sakralny! Sacrum to jest wartość na którą składa się po pierwsze tajemnica, po drugie fascynacja, a po trzecie trwoga. Natomiast sama idea sacrum nie zawiera jeszcze wartościowania: złe-dobre. Sacrum jest tylko najwyższą wartością estetyczną, co wcale nie znaczy że musi być wartością pozytywną. Sacrum estetyczne może cię porazić , może cię wyzwolić, może zwodzić. Co więcej w idei sacrum mieści się wymaganie ofiary totalnej. Kiedy stoisz przed tym co najpiękniejsze jesteś zobowiązany do poświęcenia tego co masz najbliższe. To jest doświadczenie Abrahama który na ofiarę prowadzi syna. Tylko w ten sposób może uczcić sacrum, że poświęci mu to co najcenniejsze. To jest znamię totalnego myślenia, totalitaryzmu. Totalitaryzmy się sakralizują same przez się. Tworzą wymiar sakralny żeby wydobyć z człowieka skłonność do najwyższej ofiary z tego co najbliższe. Chrześcijaństwo i judaizm w zasadzie nie odwołują się do sacrum. Natomiast używają pojęcia „dobro”. Dobro chrześcijańskie nie jest zazdrosne ani krwiożercze i oddaje syna Abrahamowi. Bo dobro chce uszczęśliwiać a nie brać. Idąc śladem doświadczeń sakralnych znajdziecie w religii ślady sadomasochizmu. Tak na ludzi działa doświadczenie sacrum. Sacrum to tremendum, fascinozum, sztuka która raz przeraża, raz zachwyca, w której wciąż grają nastroje romantyczne". Źródło: „Między panem a plebanem”).

2) Nie twierdzę, że przynajmniej niektóre kościoły modernistyczne – np. zaprojektowany przez Dominikusa Bohma kościół św. Józefa – nie są bardzo interesującymi i doniosłymi dziełami architektonicznymi. Ale teraz pytanie, co ma być wiodącą wartością przy projektowaniu świątyni rzymskokatolickiej. Czy chodzi o to, żeby tworzyć zapierające dech w piersiach dzieła architektury, czy miejsce, które ma być domem Bożym i jednoznacznie jako takie być rozpoznawalne. Jaka ma być architektoniczna ekspresja formy budowli? Pamiętajmy też, że kościół św. Józefa był budowany był nie w Zabrzu, ale w 1931 roku w niemieckim mieście Hindenburg. I coś z mrocznego niemieckiego ducha tamtych czasów w sobie nosi. Mrocznego jak niemiecki ekspresjonizm, z którym Bohm też miał coś wspólnego. Co więcej – gdyby zdjąć krzyż – ta budowla przestaje być rozpoznawalna jako kościół.

Zabrze, kościół Św. Józefa fot. PetrusSilesius



3) To jest właśnie problem kościołów modernistycznych, na który przywołując cytat z Cezarego Wąsa, staram się zwrócić uwagę. Są nieczytelnymi znakami, albo skojarzenia, jakie się nimi wiążą – tworzą niejednoznaczną mgłę metafor, która w zależności od odbiorcy – będzie się kojarzyć z różnymi rzeczami – niekoniecznie związanymi z kościołem rzymskokatolickim. Idealnym przykładem jest Ronchamp, o której nawet Jencks pisał, że jest „przekodowana”. Pewnie niektórym obił się o oczy cykl rysunków Hillera Schockena, które pokazują, że Ronchamp można odczytać jako tył głowy księdza(?) w okularach, szczerzące zęby zakonnice czy też beduinkami (?) albo statek. O kaczce nie wspominając.



  Hiller Schocken, Metafory kaplicy Ronchamp, w: Ch. Jencks, „Postmodernizm w architekturze”, s. 49. oraz zdjęcia kaplicy Ronchamp – źródło: Wikiarquitectura


Skojarzeniem, czyli „architektoniczną metaforą” z arkadami przed wejściem do kościoła Bohma może być „kwadratowe koloseum” - tzw. Pałac Cywilizacji Włoskiej – Il Palazzo della Civiltà Italiana. Kwadratowe Koloseum budowano na polecenie Mussoliniego na Expo planowane w 1942 roku.



"Kwadratowe Koloseum" - źródlo: www.voiceofrome.com

https://www.voiceofrome.com/…/kwadratowe-koloseum-projekt-…/




4) Afirmacja świeckości w przypadku modernizmu nie oznacza więc asakralności, ale bałwochwalstwo. A przecież od kościoła rzymskokatolickiego oczekujemy konkretnego ducha - ducha chrześcijańskiego, a nie innego. Ten inny miał z Wielką Awangardą i ruchem nowoczesnym całkiem dużo wspólnego. Style architektoniczne nie są neutralne ideowo i aksjologicznie - dlatego właśnie proponuję dyskusję o wartościach, ideach i ideologiach i tzw. "ekspresji architektonicznej" która jest wyrażana przez określone realizacje. Kwestia podejścia architekta, jego przekonań, czy wartości, jakie wyznaje szczególnie w przypadku budowy świątyni - w moim przekonaniu też powinna mieć znaczenie. To dopiero Oświecenie rozdzieliło estetykę, etykę i naukę - a potrzeba integracji po tym rozdarciu wciąż daje o sobie znać.

5) Nie twierdzę zatem, że w mroku Ronchamp nie ma sacrum. Ale takie mroczne sacrum jest też w każdej grocie, jest też w Goetheanum – ekspresjonistycznej świątyni Towarzystwa Antropozoficznego Rudolfa Steinera (taka modernistyczna odmiana gnostycyzmu), która powstała w latach 20. XX wieku i można ją w Dornach oglądać do dziś. Związki gnostyków z Bauhausem to osobna historia. Mroczne sacrum jest też w opuszczonych silosach dawnej cementowni Grodziec, powstał nawet projekt studenta krakowskiej Politechniki by przekształcić w ją w park kulturowy: „Moribundus – ruiny antropocenu; park kulturowy Cementownia Grodziec”. , http://blog.architekt.bedzin.pl/moribundus-ruiny-antropoce…/
Szczerze mówiąc „mrocznego sacrum”, które nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim sanctum – dobrem, miłosierdziem, radością, prostotą, życzliwością i tym, co żywe, ciepłe, organiczne jak drewno albo cegła – mamy dziś co nie miara. Podobnie jak pustych, wysterylizowanych, nieludzkich wnętrz purystycznego modernizmu.
 

6) Cud katolicyzmu polega na tym, że w naszych kościołach – podobnie jak w prawosławnych świątyniach – jest obecny namacalnie Bóg, żywy Bóg – pod postacią sakramentaliów, w czasie Liturgii – najwyższego sakramentu, we wspólnocie, która jest żywym ciałem Chrystusa. Ciałem. Jest obecny namacalnie, rzeczywiście, prawdziwie. U protestantów jest już tylko w Słowie, w Piśmie. A przecież Bóg jest czymś więcej niż tekst, słowo i znak – jest Ciałem, Obecnością. Dlatego katolicy i prawosławni mają tę łaskę, że Boga mogą posmakować. Przecież to dominikanie mają taki piękny hymn w oparciu o Psalm 34: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan”
https://www.youtube.com/watch?v=-FjKXi_a6Ac.


7) Bóg jest żywy, dobry, ciepły, łagodny i delikatny jak Baranek. Dlatego „nie łamie trzciny nadłamanej ani ledwo tlącego się knotka”. I – mam nadzieję, że nie obrażę Boga tym określeniem – jest organiczny (a przynajmniej wierzący może go tak przeżywać - bo Bóg chciał być tak blisko człowieka, jak tylko mógł - dlatego dokonało się Wcielenie). Przecież między innymi o to pokłócił się w 1054 roku Kościół Wschodni z Zachodnim - o to, czy używać podczas Eucharystii chleba przaśnego, czy kwaszonego, w którym na podobieństwo ciała zachodzi fermentacja. Bo Bóg jest Ciałem. Jest Realny. I teraz zastanawiajmy się może, jak tą realność wyrażać, a nie jak ją zamazywać. Kiedy patrzę na sterylne ściany projektu kościoła Przemienia Pańskiego, to mam wrażenie że wysterylizowana i wymazana została cała historia Zbawienia. Że nic się nie Dokonało. A przecież Dokonało się.


8) Świątynia rzymskokatolicka ma być domem Bożym, czyli kościołem, znakiem Obecności Bożej. Bóg Jest Obecny cały czas. Ojciec Piotr Oleś określił architekturę Niemczyka jako „ikoniczną”. Absolutnie się zgadzam – kościoły Niemczyka są ikoniczne dlatego, że opierają się – dokładnie tak samo jak ikona – na ustalonym przez Tradycję kanonie – czyli wzorcu tego, jak ma wyglądać katolicki kościół. Żadnego z kościołów Niemczyka nie można pomylić z fabryką, wieżą ciśnień, ani halą dworca. Wszystkie są rozpoznawalne od razu jako kościoły. Nawet jeśli je kiedyś przerobią na muzeum (nie daj Panie Boże), to od razu będzie wiadomo, czym ta budowla pierwotnie i prawdziwie była. Jaka jest jej natura. Bez wątpliwości. Kościoły Niemczyka są przyjazne – z ciepłej cegły, kamienia i drewna – myślę, że Baranek Boży i wierni dobrze się tam czują, bezpiecznie. Jedyny kościół, który nie ma „kanonicznej” formy – to kościół Św. Ducha, ale architekt nadał mu kształt namiotu – bo ten kościół nie jest „znakiem namiotu”, ale namiotem – świadomie i celowo. Po to, by budowla zrealizowała swoją podstawową funkcję – ochronną. Od samego początku ten kościół – ponieważ nie było wiadomo, co wokół powstanie, „miał być w 100% dachem” – zgodnie ze słowami Niemczyka. Miał być dosłowną ostoją – chroniącą modlących się – osłaniającą ich otoczonych socmodernistycznym miastem, które wokół wznoszono, w którym nie miało być miejsca dla Boga.

9) Porównanie kościoła do ikony jest zasadne także z innego powodu. Jak pisze Anna Grzegorczyk: „Ikona nie przedstawia Boga, ona Go uobecnia. Ikona nie odwzorowuje Chrystusa, ona Go ujawnia”– oczywiście nie swoją mocą, ale mocą Transcendencji. A architektura świątyni – podobnie jak ikona - może sprzyjać ujawnieniu tej Obecności, albo ją zasłaniać np. modernistyczną pustką, której dojmujące zimno może utrudnić odczuwanie Bożej obecności. Pan Jezus nie urodził się w chłodni, ani nie został poczęty z in vitro. Laboratorium to nie miejsce dla Baranka Bożego ani dla żywego Boga.

10) Zastanawiam się – czy naprawdę w architekturze kościoła chodzi przede wszystkim o architekturę? Bo dla architektów modernistycznych najważniejsza jest architektura. Ale dla wierzących architektów? Czy też najważniejsza powinna być architektura? Czy też zbudowanie domu Bożego takiego, by i Bóg i wierni (wszyscy wierni), a nie tylko wierni o określonym guście mogli się w nim odnaleźć?

11) Pierwszy projekt rewitalizacji wnętrza kościoła Przemienienia Pańskiego był piękny, w istocie swej „katolicki”, czyli powszechny – bo podobał się wszystkim. Ogromna szkoda, że został zarzucony.



 Pierwszy projekt. Źródło:  Dominikanie Facebook


12) Piszę to wszystko, bo uważam, że już najwyższy czas, by rozpocząć dyskusję o wymiarze aksjologicznym architektury, o jej ideowym i ideologicznym zapleczu. Architektura nie jest neutralna. Uczestniczy w sporze o istnienie świata – i w walce o nasze dusze.


PS. Część druga tekstu: TUTAJ

wtorek, 14 stycznia 2020

być może wszystko

a na pewno wiele zależy od wyporności

"wyporność" - skojarzyć z porami - porami takimi jak w skórze - przepuszczalnymi - wyporność tak rozumiana mówi o tym, ile jest w stanie przez nas przepłynąć i nas nie zmącić, nie zamącić, nie wytrącić z równowagi -

 im bardziej przejrzyści się stajemy, klarowni wewnętrznie

(bo claritas jest od jasności w sensie przejrzystości, przezroczystości, jak klarowny napój - bez farfocli)

tym więcej możemy przyjąć, przepuścić przez siebie bez szkody dla siebie. Im bardziej ktoś jest zmącony, mętny, i im ma więcej farfocli, tym mniej jest w stanie w siebie przyjąć. wtedy potrzebna jest rafinacja.