sobota, 4 grudnia 2010

family

Przy zawieszeniu wszelkich założeń: 


a może Chrystus tyle mówił o Ojcu, bo wzgardziła nim Matka?

Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby na samym początku jego rodzina nie posądziła go 
o szaleństwo: 
A gdy to posłyszeli bliscy jego, wyszli, ażeby go pojmać, bo mówili, że oszalał (Mk, 3,20)


nic w tym więc dziwnego, że Jezus się ich wypiera:



Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać> Właśnie tłum siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: 'Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie'. Odpowiedział im: 'Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?' I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: 'Oto moja matka i moi bracia' (Mk 3, 31-34)
 
i zaczyna tworzyć rodzinę zastępczą - rodzinę dla wszystkich tych, którzy rozczarowani są tymi, którzy nie powinni ich nigdy rozczarować 


z odwiecznego pragnienia rodziny, która będzie cię kochać, akceptować takim, jakim jesteś i nie będzie cię chciała wysłać do domu wariatów, rodzą się wspólnoty zastępcze: rodzina Radia Maryja, rodzina Mansona - wspólnoty pierwotnie wykluczonych i przez to wtórnie wykluczające, budujące na wykluczeniu 

 ten, kogo kiedyś odrzucono, potrafi i będzie chciał odrzucać

ze wzgardy i odrzucenia kiełkuje chęć odwetu: 
"czyż nie wiecie, że będziemy sądzili także aniołów?" (1 Kor., 6,3)

w postulacie zwrócenia się ku temu, co wzgardzone u świata, prześwieca chęć kompensacji -dowartościowanie tego, co wzgardzone nie ze względu na to, jakie ono po prostu jest, ale ze względu na sam fakt wzgardy 
-  takie podejście stanowi pułapkę bez wyjścia - aby czuć się wybranym, musisz pozostać wzgardzonym, musisz afirmować swoje poniżenie, stajesz się więźniem własnego bólu i dysfunkcji, bo tylko ze względu na nią jesteś wyjątkowy, a nie ze względu na siebie* - czyli znów atrybucja

i zaczyna się uporczywe użalanie i napawanie samoponiżaniem, które tak strasznie drażniło Nietzschego:

Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom (...) aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę, i utrudzeni pracą rąk własnych. Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują, dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili  (1 Kor 4, 9-13)

gdzie tu radość, duma i szacunek do siebie wynikający ze świadomości, że jest się Dzieckiem Boga?

radość staje się  jednak problematyczna, jeżeli "błogosławieni ci, którzy się smucą"(Mt, 5, 4), jeżeli "błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was" (Mt, 5,11) 


bycie radosnym może nasunąć podejrzenie, że nie jesteś jeszcze wystarczająco wzgardzonym - więc lepiej nie ryzykować...


błąd atrybucji w obszarze chrześcijaństwa polega na tym, że nagle sama wzgarda staje się wartością
może stąd te nieliczone rzesze pragnące udowodnić, ze są godne wzgardy


dlatego właśnie wykluczonym - ponieważ stali się niewolnikami atrybutów - przewrotnie
skromność pomaga błyszczeć
pokora zwyciężać, 
a cnota uciskać

nie są skromni dlatego, że że nie odczuwają potrzeby wywyższania się, ale właśnie żeby być pierwszymi, zajmują ostanie miejsce)

przesłanie miłości skażone gniewem i żalem po doznanym odrzuceniu leży u fundamentów chrześcijaństwa, którego znakiem jest krzyż
bo dopiero kiedy cię odrzucają, a ty stajesz się rozgoryczony, zaczynasz sięgać po środki ostateczne


czy przesłanie miłości w czymkolwiek by zubożało, gdyby Chrystus za nie nie umarł?

 a może chodziło o ostateczną instancję, do której można się było odwołać, by przekonać Matkę o szczerości czy o tym, że traktował sprawę absolutnie serio - ciało jako detektor prawdy, ukrzyżowanie jako forma seppuku?




ona może dlatego nie potrafiła go zrozumieć, że dla niej zawsze pozostał dzieckiem
dzieciom zazwyczaj się pobłaża, bo nie bierze się ich poważnie
 
(z tej perspektywy katolicyzm, z jego rozbudowanym kultem maryjnym degraduje Chrystusa do roli dziecka, które siedzi na kolanach Matki - być Matką Boga, to zawsze więcej, niż być Bogiem, który miał Matkę)

dać się ukrzyżować, żeby zacząć być w końcu branym poważnie? Dać się ukrzyżować, aby stać się wreszcie dorosłym, aby znaleźć się wreszcie ponad Matką?
Czy o to mu chodzi, kiedy w ostatnich słowach skierowanych do Marii stojącej przy krzyżu mówi, wskazując na ucznia stojącego obok: "Niewiasto, oto syn Twój"? (J, 19,26)




Conclusio:

rodzice - kochajcie, akceptujcie, nie lekceważcie swoich dzieci i nie każcie im zamieniać wody w wino, kiedy potrafią wskrzeszać umarłych

przynajmniej starajcie się je zrozumieć

inaczej nie będzie happy endu

i nawet miłość Marii Magdaleny nie pomoże








 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz